wtorek, 14 stycznia 2014

Donna Ford - "Pasierbica"



„Ludzie cierpią z powodu tylu strat, takiego żalu każdego dnia, i zdają się to czynić nieuważnie. Ostrzeżenie zawczasu nie ma większego znaczenia dla ogólnej sytuacji.”
"Musiałam nauczyć się przytulać do innych
Nie umiałam tego"

Niewielka, nietypowego rozmiaru książeczka, ze smutną dziewczynką okładce. Niby taka zwyczajna, ale od pierwszej strony wstrząsająca i niosąca ze sobą ogromny ładunek emocjonalny. Prawdziwa opowieść o małej dziewczynce, która przeszła przez piekło na ziemi, a które mogła je opowiedzieć dopiero po wielu latach. W trakcie czytania miałam ogromną ochotę potrząsnąć ojcem Donny, nie mówiąc już o Helen, którą miałam ochotę sprać na kwaśne jabłko. Ale najwięcej żalu mam właśnie do ojca, za jego bierność, udawanie, odwracanie wzroku, brak odpowiedzi. To jego zachowanie najbardziej bolało, wzbudzało wiele negatywnych emocji.

Autorka opisuje od początku do końca, co przeszła, czym było jej życie, jak wyglądała jej codzienność. Opisuje to z dystansem, spokojem i pewną obojętnością, ale z drugiej strony - trudno było mi to czytać, z każdym akapitem szalała we mnie burza uczuć. Mimo to historię czyta się bardzo szybko, trudno oderwać się od kolejnych stron, mimo, że wiele tutaj powtórzeń, stosowania ciągle tych samych zwrotów i zdań. Jak gdyby były one mantrą. Swoją książką autorka otwiera nam świat, który jest dla wielu ludzi zamknięty, o którym nie mają pojęcia, że istnieje. Świat pełen bólu, krzywdy, tortur fizycznych i psychicznych, obdarty z wszelkiego poczucia bezpieczeństwa oraz jakichkolwiek ciepłych uczuć.


"Pasierbica" to są słowa autorki, które w trakcie czytania trafiają w sam środek serca, które uderzają w czytelnika z wielką mocą. Uczą go życia, doceniania drobiazgów, większej wrażliwości na inne osoby. Uczą tego, że chociażby w naszym życiu zdarzyłoby się największe piekło, to można wciąż pozostać człowiekiem. Trudno ocenić tą autobiograficzną historię, tak naprawdę nawet nie wypada, ale dla mnie była to lektura, która pozostawiała mocny ślad w mojej duszy. Jest to opowieść ku przestrodze i refleksji, że nie każdy miał w życiu tyle szczęścia.


Opis książki:
Jako dziecko Donna Ford nazywana była „małą wiedźmą”, „bękartem” i „złem wcielonym”. Jej macocha stosowała niewyobrażalnie okrutne kary i robiła wszystko, by złamać dziewczynkę psychicznie.
Dziś Donna Ford jest matką trójki dzieci, uznaną malarką i rysowniczką. Jej opowieść to najlepszy dowód na to, że nie ma przeszkód nie do pokonania.

Z literą w tle - "F"

6 komentarzy:

  1. Nie miałam okazji czytać, a nawet słyszeć o niej. Twoja recenzja jednak mocno mnie zainteresowała, więc może kiedyś będę miała okazję przeczytać tę lekturę. ;)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafiłam na nią zupełnie przypadkiem w bibliotece, chwyciłam zupełnie nie przekonana. Myślę, że warto zajrzeć do tej historii :)
      I dziękuję za miłe słowa :)
      Ściskam ciepło,
      Lina

      Usuń
  2. osobiście bardzo cenię sobie ksiażki Cathy Glass. jeżeli jeszcze jej nie czytałaś, naprawdę warto do nich sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam, jakoś tak nie bardzo do mnie przemawiają, a poza tym nie trafiałam na nie w bibliotece. Myślę, że teraz już nie będę obchodzić szerokim łukiem, tylko wypożyczę, dziękuję za ich polecenie :)

      Usuń
  3. Takie historie są bliskie mojemu sercu - na szczęście nie z własnego doświadczenia, a raczej ze względu na kierunek kształcenia. Systematycznie nabywam wszelkie książki o takiej tematyce i oczywiście posiadam "Pasierbicę". Muszę sięgnąć po nią jak najszybciej.

    OdpowiedzUsuń