Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szepielak Anna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szepielak Anna. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 września 2016

Anna J. Szepielak - Młyn nad Czarnym Potokiem

Kolejna opowieść o tym, że wyjazd na wieś rozwiązuje problemy, a wszystko zaczyna się układać jak z płatka. Wystarczy tylko pojechać. I już. Proste.

Historia dość monotonna, ze zbyt leniwą akcją i ciągnącą się fabułą. Rozwlekła. I chciałoby się potrząsnąć tym wszystkim, by przestało być tak papierowe i pozbawione życia, i przestało snuć się z kąta w kąt. By nabrało jakiegoś wigoru.

Całość niczym się nie wyróżnia. Bez pasji, bez emocji. Napisana za szybą. Bezbarwna. 



Opis książki:
Wiecznie nieobecny mąż, chorowite dziecko, codzienna rutyna – dla Marty to aż nadto. Monotonne i w gruncie rzeczy samotne życie w stolicy coraz bardziej ją przygnębia. Kiedy dowiaduje się, że musi zorganizować zjazd familijny, na którym pojawią się także goście z Ameryki, początkowo nie jest zachwycona. Wkrótce jednak zrozumie, że właśnie tego potrzebuje. Powrót do rodzinnego miasteczka, spotkania z dawnymi przyjaciółmi i zwariowanymi krewnymi, przeglądanie pamiątek pozostawionych w starym młynie, a przede wszystkim magia wspólnego gotowania pomogą jej odetchnąć pełną piersią. Przy okazji Marta odkryje pewną skrzętnie skrywaną tajemnicę rodzinną…

Anna J. Szepielak snuje swoją opowieść niespiesznie, pozwalając czytelnikowi rozsmakować się w historii serwowanej niczym najlepsze danie według domowej receptury swoich bohaterek. A z wielbicielami gotowania dzieli się kilkoma przepisami na potrawy codzienne i świąteczne!


Moja ocena 3/6


niedziela, 3 lipca 2016

Anna J. Szepielak - Dworek pod Lipami



Czasem chciałabym gdzieś wyjechać, gdzieś daleko i niedaleko, gdzie doznam olśnienia i stworzę coś wyjątkowego. Albo przynajmniej fajnego. A na pewno poukładam szufladki własnych uczuć. Gdzie wszystko kliknie na właściwe miejsce i od tej pory, tor mojego życia i moich myśli potoczy się dokładnie tak, jak tego chcę. Wystarczy niby zwykły wyjazd, ale taki który poukłada to, co wprowadza nieporządek w codzienność. Coraz częściej potrzebuję znaleźć takie miejsce i taki czas.

Ciepła opowieść. Taka, przy której czytaniu kąciki ust same unoszą się w formę uśmiechu. Bo mimo, że dość przewidywalna, to jednak nie aż tak bardzo nudna. I nieoklepana, ale schematyczna, bo przecież na końcu musi być dobrze. Czasem nawet wcześniej niż na końcu. Czytałam z przyjemnością.

Chociaż można o niej powiedzieć - czytadło o pisarce czytadeł. I nie byłoby to kłamstwem. Ale napisana tak, że można na to przymknąć oko, jeśli nie ma się za dużych wymagań. Ja nie miałam.  Miłe, wakacyjne czytadło. Nic więcej.



Opis książki:
Gabriela, autorka bestsellerów, ma dość łzawych czytadeł. Chce napisać wreszcie coś ambitnego. Niestety, wydawca nie podziela jej entuzjazmu. Na dodatek kobieta niezbyt dobrze czuje się w domu niedawno poślubionego męża. Wszystko ma tam stałe miejsce i tylko dla niej nie przewidziano go zbyt wiele.
Kiedy więc nadarza się okazja wyjazdu na wieś, Gabriela ochoczo z niej korzysta. Zajmując się zwierzętami i domem przyjaciółki, ma wiele czasu na myślenie. A także pisanie wymarzonej książki...
Na oczach czytelnika powstaje opowieść, dzięki której Gabriela zrozumie, czego tak naprawdę pragnie.

Moja ocena 3.5/6