Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Janko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Janko. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 października 2014

Anna Janko - "Pasja według św. Hanki"



Ze mną tak zawsze, teraźniejszość odurza mnie jak narkotyk. Poraża i obezwładnia. Nie umiem znaleźć właściwych słów, nie umiem przeżyć emocji we właściwym czasie, moje zmysły są znieczulone, a ja zagubiona w zgiełku biegnących sekund. Dopiero gdy to minie, zbieram się, jak po uderzeniu pioruna. I wtedy spokojnie mogę ocenić, co się naprawdę stało. I uwierzyć.



Jaka to była książka! Jak bardzo emocjonalna, jaka zmysłowa, jaka poetycka. Chłonęłam ją wszystkimi zmysłami, pozwalając się oczarować i opleść słowom, z których jest zbudowana.

"Pasja według św. Hanki" napisana jest w postaci luźnych zapisków, nie opatrzonych ani datą, ani miejscem powstania. Nie ma w nich też jakieś większej chronologii, chociaż ciągłość jest zachowana. Ze skrawków słów budujemy obraz Hanki, czterdziestoletniej Wrocławianki, której życie to chaos uczuć i irracjonalność postępowań, a codzienność to rozczarowanie sobą, mężem, swoją codziennością. Ale z drugiej strony, Hanka jest już dojrzałą i dorosłą kobietą, która wie czego chce, chociaż boi się do tego przyznać. Na skraju obsesji, neurotyczna, niestabilna. I taka bardziej mi się spodobała. Taka naturalna, niepełna, niedopasowana, targana wątpliwościami, tęskniąca. Niezdecydowana.

Język książki jest bardzo poetycki, intymny, piękny, przenikający duszę. Nazywający coś nienawalnego, wyrażający coś niewyrażającego. Emocjonalna wiwisekcja. Taka, którą trzeba przeżyć wraz z bohaterką, do samego końca tej historii, by odnaleźć spokój i rytm. Wiele tutaj rozważań filozoficznych, pytań, refleksji, wątpliwości. Ale nie znalazłam fabuły, zamkniętej całości. Raczej mnóstwo maleńkich fragmentów rzeczywistości, wewnętrzny monolog pełen obrazów składających się na makatkę zdrady, rozpadającej się rodziny, poszukiwania swojego ja. I tak myślę, że nie fabuła jest tu ważna, ale właśnie te emocje, ta umiejętność dobierania słów, które dotykają najczulszych punktów.

W trakcie czytania - notowałam. Słowa, zdania, akapity, całe fragmenty. Zapisywałam zachłannie. Odnajdując siebie w tych słowach. I po raz kolejny uświadamiając sobie ile emocji tkwi w moim wnętrzu i, że warto zapisywać swoje myśli. 

Myślę sobie, że to nie jest dobra książka dla każdego. Że spodoba się dojrzalszym czytelnikom, którzy cenią sobie przede wszystkim piękny i subtelny język, dokładność, precyzję, naturalność. Doskonałość.




Opis książki:
Opowieść o miłości totalnej

Najnowsza książka Anny Janko to piękna opowieść o potężnej sile miłości, która jak demon, zarazem tworzy i niszczy, prowadzi na szczyty egzystencjalnych doznań, ale także porzuca na krawędzi, spycha na dno, w pobliże śmierci.

Hanka, bohaterka "Dziewczyny z zapałkami" zbliża się do czterdziestki, jest matką dwójki dzieci, rozczarowaną małżeństwem żoną, niespełnioną poetką. I wtedy pojawia się ON, a wraz z nim wielka namiętność, ekstremalne przeżycia, szansa na szczęście. Ale też poczucie winy i ból. Autorka opisuje z przenikliwością, niezwykłą dynamiką, dramat miłości i udowadnia, że polszczyzna jest w stanie unieść temat erotyki i seksu. Uczta dla zmysłów, uczta dla umysłu. 


Pod hasłem - przeżyjmy to jeszcze raz
Klucznik (okładkowe love, seria - cztery pory roku)

 Moja ocena 5/6

niedziela, 13 kwietnia 2014

Anna Janko - "Dziewczyna z zapałkami"




„Gdy przewracam kartki wstecz i odczytuję te swoje zapiski, to jakbym zapalała zapałki w ciemności. Obrazki, scenki z życia wyłaniają się z mroku na chwilę i gasną razem z wątłym płomykiem. Ale przecież są zatrzymane i znów mogę rozpalić od nich swoją pamięć.
Nie tak wiele zostaje na zawsze, a jednak wydaje mi się, że to, co zapisane, zostaje uratowane i jest potem jak odnaleziony skarb, cenne znalezisko, wiecznotrwała chwila"

"Dziewczyna z zapałkami" to opowieść-pamiętnik. Bez dat, bez dni, bezczasowy. Narratorka Ha., początkowo nastoletnia, potem trzydziestokilkuletnia kobieta, zapisuje swoje życie, przemyślenia, zdarzenia, ale najwięcej uwagi poświęca swojemu małżeństwu, które od początku jest nieudane. Wszystkie zapiski, trwanie i życie umieszczone są w szarych i bezbarwnych latach osiemdziesiątych. Temat wydaje się trochę pospolity, trochę banalny i łatwy to zepsucia. Na szczęście autorka stworzyła wyjątkową książkę, która nie jest ani nudna, ani zbyt wyeksploatowana, mimo, że fabuła oparta jest tylko na jednym wątku.

Ha. do zapisków używa bardzo obrazowego, lirycznego i magnetycznego języka, który mnie zaczarował, przyciągał, oblepiał swoimi słowami. Nie mogłam się oderwać od opisów życia Ha. Utrwalone momenty, wyrywki zdań, fragmenty codzienności zapisane, zaklepane, a pod nimi ukryta głębia i ból, do samego serca. To opowieść, której nie da się czytać szybko, bo chociaż chciałoby się iść dalej, to pewne słowa sprawiają, że się do nich wraca i czyta ponownie. I zamiast przerzucić kolejną kartkę, ja wciąż czytałam pewne zdania, pewne akapity, metafory, porównania, oksymorony. Ta książka bogata jest w środki artystycznego wyrazu, bogata jest w mądre słowa, bogata w ważne przemyślenia.

Razem z Ha. przeżywałam jej ból, odkrywałam nowe ścieżki życia, szukałam przyjemności, zderzałam się ze ścianą obojętności. Razem z nią próbowałam się dopasować do miejsca, jakie wymościła jej codzienność, sprzątałam, prałam, otwierałam okna czekając aż wpadnie przez nie nadzieja, na lepsze dni, które nieśpiesznie nie chciały nadchodzić.

Czytanie wzbudziło we mnie wachlarz emocji. Tych dobrych i tych złych. Momentami czułam się przytłoczona prozą i trudnościami życia Ha. Jej samotnością, smutkiem, nie radzeniem sobie z rzeczywistością. Czasem miałam wrażenie, że sama narratorka zbyt mocno podkreśla swoje trudy, zbyt głośno krzyczy i zbyt mocno próbuje zwrócić na siebie uwagę, chociaż powód tego zachowania jest błahy. A z drugiej strony nie docenia radości w rzeczach ważnych. Wydawało mi się, że trwając i zamykają się w swoim życiu Ha. zatraciła prawidłową percepcję postrzegania świata, że powoli wypacza swoje zmysły. A z drugiej strony, czytam zdania, które wskazują, że jest to tylko poza - "Widzę bowiem, że mój sposób pisania jest mało poważny".

Zapiski, notatki, kalendarze, słowa. To one są odzwierciedleniem naszych marzeń, naszych pragnień, wyobrażeń, uczuć, spraw, problemów, nas samych. To w nich odnajdujemy dawno zagubione pokłady czegoś, co wydawało się, że dawno już zasnęło snem wiecznym. To w nich otwieramy się na świat, piszemy o sobie szczerze, bez sztucznych okładek, bez sztywności. Wylewamy fale duszy formując ją w znaki graficzne, nadają jej nazwy, opisując. I chociaż na zewnątrz w jakiś sposób często jesteśmy jednolici, trochę zmięci, wyblakli, podobnie do siebie, to w swoich zapiskach jesteśmy niczym wulkany barw, namiętności, emocji. Jesteśmy bardziej prawdziwi. Ta prawda o nas samych jest niczym innym jak właśnie te zapałki, które rozświetlają przeszły czas.

"Dziewczyna z zapałkami" to książka, która uświadamia, zmusza do refleksji, do zastanowienia. Zwróciła moją uwagę na wiele ważnych spraw, uporządkowała moje myśli, przypomniała o tym, jak lubię używać słów, jak lubię pisać o czym jakoś zapomniałam, jakoś wydało mi się to niewłaściwe, nie na miejscu. I sprawiła, że wzięłam mój troszkę zakurzony zeszyt z zapiskami otworzyłam, żeby znów w nim notować to co spostrzegam, to co czuję, co myślę. Zanim zapomnę, zanim to zgubię w natłoku codziennych labiryntów zdarzeń.

Myślę, że jeszcze wrócę do tej książki, bo dla mnie jest ona takim stabilizatorem, który przywraca właściwą perspektywę i stawia do pionu, który porządkuje emocje i myśli, który zbiera rozsypankę codziennych dramatów w zgrabną całość. Dla mnie to ważna i wartościowa książka.


Opis książki

Bohaterką i narratorką jest młoda kobieta, początkująca poetka, która pragnąc uciec od rodziców i szybko wskoczyć w dorosłość wychodzi za mąż za dawnego kolegę z liceum i wyjeżdża do innego miasta. Dorosłe życie i wymarzona wolność, twórcze plany okazują się niezwykle trudne dla dwojga młodych, którzy nie potrafią nic z tą wolnością zrobić, tym bardziej, że nie mają mieszkania ani pieniędzy. Kolejne inicjacje, erotyczne i społeczne, kończą się inaczej niż obiecywały młodzieńcze marzenia


Grunt to okładka - biel i czerń

Z literą w tle - "I/J/U/X/Y"
Klucznik