Mają stąd tyle wspomnień. Ale wspomnienia nie są przykute do miejsca. Będą mogli do nich wracać
Lubię wracać w znane opowieści. Gdzie ci sami bohaterowie znów
próbują zbawić świat i poukładać swoje życie. Gdzie małe miasteczko okazuje się
pełne morderców i zwyrodnialców. Gdzie ścieżki losów przecinają się częściej
niż byśmy mogli się spodziewać.
"Pogromca lwów" wciąż utrzymuje wysoki poziom kolejnej
historii kryminalnej sagi. Schematyczność i powtarzalność kolejnych tomów, jest
w jakiś sposób kojąca i bardzo mi pasuje.
Trzyma w napięciu, zaskakuje, zwodzi i przeraża. Domyśliłam się
prawie wszystkiego, a i tak na samym końcu było trochę inaczej niż się
spodziewałam. Znacznie lepiej. Kolejny zachwyt.
Opis książki:
Jest styczeń i mróz trzyma Fjällbakę w uścisku. Półnaga
dziewczyna błądząc przez zaśnieżony las, wychodzi prosto na drogę. Samochód
pojawia się znikąd w niewłaściwym momencie.
Kiedy Patrik Hedström i jego koledzy zostają zaalarmowani o
wypadku, znana jest już tożsamość dziewczyny. Cztery miesiące temu zaginęła w
drodze do domu z okolicznej szkoły jazdy konnej i nikt jej od tego czasu nie widział.
Okazuje się, że doświadczyła niewyobrażalnego okrucieństwa i jest ryzyko, że
nie była jedyną ofiarą.
W tym samym czasie Erica Falck jest zajęta grzebaniem w
starej sprawie tragedii rodzinnej, która doprowadziła do śmierci mężczyzny. Raz
za razem odwiedza żonę, skazaną za morderstwo, ale nie jest w stanie dowiedzieć
się co się stało. Co ta kobieta ukrywa? Erica czuje, że coś jest nie tak. I
wydaje się, że przeszłość kładzie się cieniem na teraźniejszości.
Klucznik (okładkowe niebo)
Czytam opasłe tomiska -426 strony
Moja ocena 5/6



