Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dramat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dramat. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 maja 2014

John Christoper - "Śmierć trawy"




Zaczyna się od kłótni i nikt nie chce ustąpić, a potem kłótnie przeradzają się w milczenie i nikt nie chce go przerwać.

Lakoniczny opis i piękna okładka. Czy to wystarczająco zachęcające, by sięgnąć po taką książkę. Dla mnie tak, dlatego z radością ją wypożyczyłam. Pytanie co tkwiło w środku?

W środku była opowieść. Taka trochę stara, trochę nonszalancka, trochę przerażająca. Pachnąca dawnymi czasami i ludzkim strachem. Chociaż tytuł i opis sugerują, że jest to powieść katastroficzna i post-apokaliptyczna, to dla mnie był to nade wszystko upiorny dramat psychologiczny. I tak tę lekturę odebrałam.

Akcja dzieje się nieśpiesznie. Trwa zaledwie kilka dni, kolejne wydarzenia stopniowo przykuwają uwagę i sprawiają, że trudno jest zrezygnować z czytania. Momentami akcja zwalniała niemalże do zera, lecz wtedy przyśpieszenia nabierały inne aspekty powieści. Wtedy autor skupiał się na opisywaniu przeżyć i rozterek bohaterów, zmian postrzegania przez nich swojej sytuacji. Zmuszał do jeszcze większego skupienia i lepszego wczucia się w bohaterów.

Jedyne co mi trochę przeszkadzało to to, że autor traktował łąkę jako jedynie skupisko traw. Zapomniał, że nie jest to jednolity ekosystem, że nie jest to monokultura, że mąkę można zrobić też z innych roślin. Zagubił gdzieś tą wiedzę. Ale to tylko drobny minus, niemalże nie dostrzegalny na tle tak ciekawej wizji świata i intrygującej fabuły. A może to był celowy zabieg? By jeszcze powiększyć strach, dramatyzm, mocniej uderzyć w czytelnika?

Zaskakujące jest to, że książka ma już swoje lata, a wciąż przeraża swoją aktualnością. Mam na myśli - ludzi, ich butę, pychę i bezradność wobec utraty zdobyczy cywilizacji. I to, że im gorszy i bardziej cywilizowany człowiek był przed katastrofą, tym gorszym staje się po niej.

W "Śmierci trawy" nie znajdziemy opisów spustoszeń jakie wywołał wirus śmierci trawy, nie ma tutaj wizji świata po apokalipsie, nie ma okrutnych scen. Bo to nie w tym tkwi siła tej książki. Jej siła to opowieść o ludziach, którzy stanęli w obliczu katastrofy, którzy podjęli decyzję i ponieśli jej konsekwencję, którzy w obliczu śmierci i chaosu sami zmienili się w kogoś zupełnie innego. Jest to opowieść o przemianie wewnętrznej, o zatraceniu swojego ja, o zagubieniu w gąszczu bezradności. O moralności, która stała się czymś nieistotnym i elastycznym, dopasowanym do sytuacji. To katastroficzna opowieść, w której mało jest katastrofy w powszechnym znaczeniu, nie ma tu potworów, duchów, złych mocy. Jest tylko człowiek. A mimo to historia jest upiorna. To bardzo smutna opowieść. O ludziach. Którzy się pogubili.


Opis książki

Powieść prezentująca post-apokaliptyczną wizję, w której pewien wirus atakuje wszystkie odmiany trawy na świecie. Napisana w 1956 roku. John Cristopher to pseudonim, prawdziwe nazwisko autora to Samuel Youd.


Moja ocena 4.5/6 



środa, 23 kwietnia 2014

Rosamund Lupton - "Siostra"



Żałoba jest jednak najbardziej nieodwzajemnioną miłością. Bez względu na to, jak mocno i jak długo obdarzamy miłością kogoś, kto umarł, ten ktoś nigdy nie może odwzajemnić tego uczucia

Ludzie myślą, że słowa "życie toczy się dalej" niosą pocieszenie - czy nie rozumieją, że właśnie to, iż nasze życie trwa, a ukochanej osoby już nie, jest przyczyną tego dotkliwego bólu i żalu?

Dwie siostry. Dwa życia. Jedna opowieść. Tak w skrócie można podsumować tę książkę. Chociaż to zdecydowanie za mało, zbyt prosto, zbyt ogólnikowo. "Siostra" jest zdecydowanie głębsza, bardziej wielowarstwowa, bardziej zagmatwana.

Początkowo czytało mi się ją bardzo trudno, koślawo. Nie mogłam złapać rytmu, więc z każdym akapitem podskakiwałam jak ten konik na wyboistej drodze, nie wiedząc o co chodzi. Wiele razy miałam ochotę odłożyć tę książkę, zrezygnować z dalszego czytania, zapomnieć. Ale było w niej coś, co mnie przyciągało i sprawiało, że przekładałam kolejne kartki czytając. Nie wiem co za siła  zmuszała mnie do czytania, ale bardzo jej dziękuję. Bo ta lektura to jest zamknięta całość. Dopiero przeczytanie jej od początku do samego końca pozwala w pełni ją zrozumieć. Dopiero wtedy wszystkie elementy układanki wskakują na miejsce, wszystko nabiera sensu i celu. Dopiero wtedy uderza niezwykle silna fala nagromadzonych, w trakcie czytania, uczuć, które zalewają serce. 

W trakcie czytania często nachodziły mnie myśli, że następna książka tej autorki "Potem" była dużo lepsza od jej debiutu, że tamtą czytało mi się lepiej. Tymczasem po zakończeniu lektury "Siostry" z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że ten debiut jest naprawdę bardzo udany i, że warto poświęcić mu swoją uwagę.

"Siostra" to głębokie studium żalu po utracie bliskiej, ukochanej osoby. Studium głębokiej siostrzanej miłości. To osobliwie zapiski uczuć, emocji, wyobrażeń, które towarzyszą osamotnionej kobiecie. To opowieść o tym, jak stopniowo odkrywana prawda niesie ból i strach, zamiast ukojenia i spokoju. I chociaż znajdziemy informację o tym, że to jest to thriller, to dla mnie jest to przede wszystkim emocjonalny dramat psychologiczny.



Opis książki:
Najbardziej ekscytujący thriller, jaki czytałem w tym roku. Powieść, napisana z mocą i rozmachem, jest wręcz nieprawdopodobnie dobra, obwieszcza pojawienie się nowego, na wskroś oryginalnego talentu. „Daily Mail”

Moja siostra nigdy by się nie zabiła, moja siostra nigdy by się nie zabiła, moja siostra nigdy… - rozpaczliwie powtarza Beatrice, odkąd poznała potworną prawdę. Rzeczywistość jest gorsza od koszmarnego snu. Zaginięcie, dni gorączkowych poszukiwań, wreszcie – ciało znalezione w śniegu. Policja, przyjaciele, nawet matka – wszyscy wierzą w hipotezę „samobójstwo”. Ale nie Beatrice. Nie bacząc na niebezpieczeństwo, na własną rękę szuka przyczyn tragedii. Prawda okazuje się bardziej bulwersująca od najgorszych podejrzeń. A ta powieść – ostra jak brzytwa, zaskakująca nawet dla tych, którzy myśleli, że o thrillerach wiedzą już wszystko. 

Grunt to okładka - biel i czerń
Moja ocena 5/6
 

piątek, 22 listopada 2013

Virginia Cleo Andrews - "Kto wiatr sieje"



"Kto wiatr sieje" to czwarty tom sagi o Dollangangerach. Tak samo jak pozostałe tomy, ten również czyta się bardzo szybko i z zapartym tchem. Tak samo jak w poprzednich książkach, tutaj też buzowało we mnie mnóstwo emocji i czasem miałam ochotę nakrzyczeć i wytargać za włosy jednego z bohaterów, czyli Barta, który doprowadzał mnie do szewskiej pasji. Autorka powróciła do narracji prowadzonej przez Cathy, co mnie bardzo ucieszyło, ponieważ bardzo lubię jej styl. Tym razem jednak Cathy to spokojna i wyważona dama, która wiele w życiu przeszła i, która stara się chronić swoją rodzinę przed wszelkim złem. Co, niestety, nie najlepiej jej wychodzi. "Kto wiatr sieje" to lektura pełna emocji, uczuć, przeżyć. Niestety dominuje tutaj poczucie smutku, że kolejne wydarzenia nie są szczęśliwe, że znów nie jest tak jak powinno.

Książkę czyta się bardzo przyjemnie, wciąga od pierwszych stron. Styl autorki w dalszym ciągu jest prosty i łatwy w odbiorze. Bohaterowie wciąż są bardzo dobrze nakreśleni, z głęboką analizą psychologiczną. Tym razem autorka najwięcej uwagi poświęca Bartowi, Jory'emu oraz Cindy, znacznie mniej tu Chrisa i Cathy, ich relacje i przeżycia schodzą na dalszy plan. Chociaż w trakcie czytania momentami pojawiała się nuda i zniechęcenie, kiedy na bohaterów spada kolejne nieszczęście. Czasem miałam wrażenie, że czytam operę mydlaną. Natomiast zakończenie mnie nie zaskoczyło. Wydaje mi się, że autorka miała bardzo dobry pomysł, ale sama nie wiem czy mi to się podobało.

"Kto wiatr sieje" jest zdecydowanie lepszą lekturą niż "A jeśli ciernie", ale do fenomenalnych "Kwiatów na poddaszu" i "Płatków na wietrze" sporo jej brakuje. Mimo to warto ją przeczytać i by poznać zakończenie historii rodziny Dollangangerów. To opowieść, w której mimo licznych wad i zastrzeżeń jest coś wciągającego, co sprawia, że trudno ją odłożyć na półkę.



Opis książki:
25 urodziny to bardzo ważny moment w życiu Barta. Zgodnie z wolą babki tego dnia stanie się on właścicielem rodzinnej posiadłości. Na jubileuszowe przyjęcie zjeżdża się cała rodzina. Pojawiają się Cathy i Chris, a także rodzeństwo Cindy i Jory z żoną Melodie. W posiadłości jest też dawno uznany za zmarłego wujek Joel. Spotkanie nie przynosi jednak nikomu nic dobrego. Dla rodziców Barta wizyta w Foxwort Hall wiąże się z traumatycznymi przeżyciami, jest wspomnieniem trzech lat, które jako dzieci spędzili uwięzieni na strychu rezydencji. Jory ulega poważnemu wypadkowi, który na zawsze zmieni jego życie, a cienie przeszłości próbują dosięgnąć następnego pokolenia...


Opinie o wcześniejszych tomach sagi zapisałam tutaj:
Virginia Cleo Andrews - "Płatki na wietrze", "Kwiaty na poddaszu", "A jeśli ciernie"

Moja ocena 3.5/6