Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2/6. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2/6. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 listopada 2016

Michel Bussi - Nie puszczaj mojej dłoni


Czasem chciałoby się przeczytać dobrą historię. A przynajmniej przyzwoitą. Żeby rozwiązać supełki zagadki i zapomnieć o rzeczywistości. Na chwilę znaleźć się w innym świecie. Dopasować nowe ramki zwyczajności. Czasem chciałoby się, by było dobrze. Ale nie wychodzi.

Czytam, czytam i doczytać nie mogę. Bo im bliżej jestem końca, tym bardziej to wszystko się wydłuża i rozmywa. I chociaż wydawałoby się, że nie można już odwlekać, to jednak można. Można przez wiele stron ciągnąć kilka ostatnich minut. 

Można rozczarować. Tak bardzo, że z ulgą zatrzaskuję ostatnią stronę. Koniec. Nareszcie.

Nieprzeciętnie niedoskonała opowieść. Mogłaby być rewelacyjną, a jest zwyczajnie słaba. Bez polotu, bez fanfar. Bez niczego. Z piękną okładką. To za mało.


Opis książki:
Para zakochanych wypoczywa na rajskiej wyspie La Réunion. Rozleniwienie, palmy, słońce i turkusowe morze tworzą doskonały koktajl. Nagle sielanka zamienia się w koszmar. Kiedy Liane znika z hotelu, jej mąż Martial Bellion staje się podejrzanym numer jeden. Tym bardziej, że ucieka razem z ich sześcioletnią córką.

Policja organizuje blokadę dróg, nad wyspą kołują helikoptery. Rozpoczyna się szaleńczy pościg wśród najbardziej mozaikowej społeczności świata. A jeśli za tym usianym trupami polowaniem na człowieka kryje się przerażającą manipulację?

Bestsellerowa powieść Nie puszczaj mojej dłoni w samej Francji została sprzedana w nakładzie ponad 70 000 egzemplarzy. 

Moja ocena: 2/6



wtorek, 23 sierpnia 2016

Lincoln Child - Grobowiec


Jednak niekiedy zdarzają się pomyłki. To była jedna z nich. A przecież sama okładka,  kiczowatymi barwami głośno krzyczała, by dać jej spokój. Nie słuchałam. Im dalej czytałam, tym bardziej czułam się zniechęcona.

Historia nieudana. Pod każdym względem. Chociaż mogła być dobrym materiałem na dobry thriller. Mroczny klimat, duch broniący swojej własności i od lat poszukiwany grobowiec pierwszego faraona, który zjednoczył Egipt. Mrówki biegające przez skórę i zapalone światło lampki przez całą noc, i to poczucie, że nie jesteś sam, chociaż nikogo nie ma.

Zamiast tego zniechęcenie i poczucie, że jedyne co wzbudziło emocje, to opisy zmyślonego Suddu.

Banalna i słabo napisana. Bez polotu, bez finezji. Toporna i kanciasta. Rozczarowująca.




Opis książki:
Na dnie mokradeł wokół Nilu zostaje zlokalizowany grobowiec legendarnego faraona – Narmera – założyciela pierwszej dynastii władców Egiptu. Na stacji archeologicznej zaczynają dziać się niepokojące rzeczy. Czy rzeczywiście grobowiec jest obłożony klątwą? A może tajemnicza trzecia komora kryje w sobie coś o wiele bardziej przerażającego, niż zapisano w starożytnych podaniach?

Moja ocena 2/6



niedziela, 27 grudnia 2015

J.K. Johansson - Laura



Nie potrafię odłożyć niedoczytanej opowieści. Nie potrafię przekartkowywać czytanej lektury, by szybciej skończyć. Nie potrafię, a powinnam. Bo przecież przeczytanie do ostatniej strony słabej historii, nie jest niczym istotnym.

Za dużo pompatyczności i zadęcia. Za mało emocji i spójności. Za dużo sztuczności i nieprzemyśleń. Za mało gracji i dopasowania. Za dużo próżnego przesypywania ziarenek piasku. Za mało orzeźwiających kropel wody przylegających do skóry. Niewyważona historia. Zbyt przejmująco zareklamowana, zbyt pusto napisana. Ale z ładną okładką. Rozczarowująca.



Opis książki:
Prowincjonalne fińskie miasteczko. Zaginiona dziewczyna. Mroczna tajemnica – im bardziej się w nią zagłębić, tym bardziej jest złożona.
Laura, uczennica miejscowego liceum, znika pewnej sobotniej nocy podczas szkolnej zabawy. Zdania na temat, gdzie się podziała, są podzielone, zarówno wśród uczniów, jak i mieszkańców miasteczka. Była popularną uczennicą i utalentowaną pianistką, ale nie stroniła od ryzyka (narkotyki, podejrzane znajomości ze starszymi mężczyznami).

Mia – pomagająca od czasu do czasu policji jako specjalistka od kontaktów z mediami internetowymi – szukając odmiany w życiu, podejmuje pracę w liceum, w którym uczyła się Laura. Uczy dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Uczniowie nie ufają jej, traktują ją jak policyjną wtyczkę. Zamiast do niej, przychodzą na pogaduszki do jej brata Niklasa, szkolnego psychologa, cieszącego się popularnością wśród dziewcząt.
Niklas spędza sporo czasu z nastolatkami, towarzyszy im podczas prób zespołu, bierze udział w zabawach tanecznych. Kiedy więc gubi ważne dokumenty powiązane ze sprawa zaginięcia Laury, trafia na listę podejrzanych o porwanie lub zamordowanie Laury.
Sprawą interesuje się też dziennikarz tabloidowego pisemka, badający podobną sprawę, która zdarzyła się dwie dekady temu. Zaginęła wtedy w podobnych okolicznościach jego ukochana Venla – siostra Mii i Niklasa. To jej postać będzie przewijać się przez całą serię, jako spajający wątek, ostatecznie zostanie wyjaśniona w ostatnim tomie.

Kiedy rodzice zaginionej Laury zakładają stronę na portalu społecznościowym, otwierają puszkę Pandory, która wywrze wpływ na całe miasteczko.

Laura to trzymający w napięciu psychologiczny kryminał, prowadzący przez kolejne kręgi piekła na fińskiej, z pozoru idyllicznej prowincji. Połączenie atmosfery niepokoju, tajemnicy. Wszechobecne zło, które czai się wszędzie, nawet wśród w pozornie niewinnych bliskich osobach, budzi niepokój i dreszcz emocji. Tutaj każdy jest podejrzany albo za chwilę nim się stanie.

Świetnie skonstruowany, przejmujący obraz świata, tak bliski, a jednocześnie obcy, bo wynaturzony.

J.K. Johansson to tak naprawdę zespół wybitnych fińskich pisarzy i scenarzystów, którzy publicznie nie chcą ujawniać swoich nazwisk. Bawią się konwencją, będąc zespołem i autorem jednocześnie. Co ciekawe, to pisanie idzie im znakomicie. Cała Finlandia huczy od plotek, wszyscy chcą wiedzieć, kto kryje się pod pseudonimem. Przypuszcza się, że w tym zespole piszą najlepsi z najlepszych pisarzy kryminałów. 


Moja ocena 2/6


sobota, 17 stycznia 2015

Karolina Frankowska - "Zaczaruj mnie"



Czasem mam ochotę na opowieść zabawną i przyjemną. Taką, przy której się uśmiecham i ogrzewam swoje serce. Taką, przy której maluję kolorami tęczę codzienności. I taką, przy której nie grozi mi nudnawa schematyczność. I czasem, wybierając lekturę, pomylę się.

"Zaczaruj mnie" to lekka i beztroska historia wpadek, przypadków i niedomówień. Czyta się ją łatwo i szybko, bo w każdym rozdziale dzieje się coś nowego. Akcja pęka w szwach od licznych, momentami nieprawdopodobnych, zwrotów. Fabuła ani na chwilę nie opuszcza solidnych ram schematu, a wszystkie wątki uparcie dążą do szczęśliwego, przewidywalnego zakończenia. Bohaterowie to młodzi, piękni, mądrzy i zdolni ludzie, którzy żyją intensywnie i beztrosko, a wszelkie przeciwności losu, w zasadzie zanim się one pojawią, biorą na klatę i, co zaskakujące, radzą sobie z nimi doskonale. Bo tak naprawdę nie ma możliwości, by na tym idealnie szklanym obrazie pojawiła się jakaś rysa rodem z prawdziwego życia. Wszak "Zaczaruj mnie" to istna bajka, w której wszystkie mniejsze i większe marzenia się spełniają, i jeszcze dają gratisy od siebie. Wystarczy zakopać marzenie w ziemi, ukryte pod szkiełkiem.

"Zaczaruj mnie" to do bólu schematyczna i oklepana książka z dużą dawką naiwnego i irytującego hurra-optymizmu. Czytając nie czułam się pokrzepioną lekturą, moja tęcza codzienności nadal pozostała w swoich kolorach, a moja dusza nie otuliła się cieplutkim kocem pozytywnych myśli. Czułam się zmęczona tą idealnością, na którą natykałam się na każdym krokiem i tą sztucznością bohaterów. "Zaczaruj mnie" to lektura niewymagająca, infantylna i słodsza niż wata cukrowa.



Opis książki:
Świeżo upieczona magister psychologii Zosia ma masę planów na przyszłość, ideałów, zapału i… boleśnie zderza się z rzeczywistością. Zamiast wymarzonej pracy w zawodzie psychoterapeuty ląduje w biurze doradztwa zawodowego wątpliwej renomy, jej finanse to jedna wielka katastrofa, a dodatkowo nie wiedzie się jej w miłości.
Aby sprowokować szczęście do małego uśmiechu, postanawia uciec się do starego, sprawdzonego sposobu - wystarczy zapisać swoje marzenie na karteczce i zakopać bez ujawniania treści. Dobrze, że w chociaż tej sprawie może liczyć na pomoc Kaśki i Bartka - swoich przyjaciół ze studiów. Cała trójkę poznajemy w momencie, gdy tłumaczą się policjantom, co robią wieczorem w parku z butelką wina i …saperką. Wydaje się, że gorzej już być nie może … A tymczasem magiczna sztuczka najwyraźniej zaczyna działać! Zosia po kilku dniach dostaje propozycję pracy. Psycholog-konsultant na planie popularnego serialu, to brzmi świetnie! 



Polacy nie gęsi
Pod hasłem - polskie 2014
Polacy nie gęsi 




środa, 15 października 2014

Izabella Frączyk - "Koniec świata'





Koniec świata jednak się nie pojawił. Nie był asteroidy ani fali tsunami, ani trzęsienia ziemia, czy wybuchów wulkanów. I w trakcie czytania tej książki końca świata też nie było. Nic nie było. Poza irytacją i jedną refleksją. Ale to zdecydowanie za mało by mówić o końcu świata.

Twórczość Izabelli Frączyk poznałam przy okazji jej dwóch poprzednich książek. Pomimo niezachęcających okładek i przeciętnych opisów na nich, oczarowała mnie swoimi pomysłami i dobrym humorem. Mimo, że jej pomysły na fabułę czasem były absurdalne i niewiele miały wspólnego z realnością, to były zabawne i optymistyczne. Dobre czytadła na zły humor i burą pogodę za oknem. Pewnie dlatego z tak ogromną ufnością sięgnęłam po kolejną książkę jej autorstwa. Na dodatek ubraną w tak piękną, radosną i pozytywną okładkę. Jakież było moje zdziwienie i odczarowanie kiedy zaczęłam ją czytać.

"Koniec świata" to historia banalna i oklepana. Można powiedzieć, że to bajka dla dużych marzycielek. Bo piękny i przebojowy Kopciuszek znajdują swoją ropuchę, która zmienia się w wyśnionego księcia i żyją długo, szczęśliwie i bogato. I zbyt słodziutko. Fabuła jest prosta i przewidywalna, aż nadto. Akcja jest wartka, pośpieszna, ale pozbawiona polotu i ciekawych zwrotów. Bohaterowie są dość liczni, ale papierowi. A Marylka, nasz Kopciuszek, jest irytującą, zapatrzoną w siebie, rozkrzyczaną babą, która lubi się doszukiwać w sobie kompleksów, których nie posiada, po to tylko by się nad sobą rozczulać i roztkliwiać. Nijak nie wzbudzała mojej sympatii, tylko zirytowanie i złość. Denerwowała mnie niemożebnie. Również jej losy, przygody, wygłaszane poglądy i zachowania wzbudzały we mnie negatywne odczucia. Nie polubiłam babska, która ma wszystko i na wszystko narzeka, zamiast docenić swoje życie i poczuć wdzięczność.

"Koniec świata"czyta się szybko, ale bez większych emocji oraz zaskoczeń. Niestety, koniec świata się nie pojawia ani w trakcie lektury, ani po jej zakończeniu. Raczej ulga, że to już wszystko, że można odnieść książkę do biblioteki i znaleźć coś innego do czytania. Bo od lekkiej, optymistycznej książki oczekiwałabym trochę więcej. Odrobinkę jakiejś magii. Tutaj nie znalazłam niczego wartego mojej uwagi.


Opis książki:
Prawie trzydziestoletnia Marylka, atrakcyjna i bystra, porzucona przed kilku laty przez narzeczonego, wciąż pozostaje singielką z widokami na obiecującą karierę w agencji reklamowej.
Pewnego dnia wpada w oko firmowemu przystojniakowi Marcelowi. Wskutek intrygi kolegi z pracy para nieoczekiwanie spędza romantyczny weekend w Sopocie. Po powrocie Marcel bez słowa wyjeżdża na szkolenie do Madrytu, Maryla zaś z zaciśniętymi zębami stara się sprostać wyzwaniu, jakim jest współpraca z jednym z najbardziej wymagających, a zarazem najbardziej atrakcyjnych klientów – Krzysztofem Gawłowiczem. Właściciel międzynarodowej firmy okazuje się uroczym mężczyzną, któremu dziewczyna wyraźnie się podoba…
Tymczasem świat przygotowuje się na prorokowaną przez Majów zagładę. Czy jego koniec będzie pretekstem do nowego początku w życiu Marylki?

Klucznik (polskie litery)
 Moja ocena 2/6