wtorek, 17 marca 2015

Charlotte Link - "Echo winy"





Niezbyt długa, niezbyt duża opowieść, która przykuwa uwagę, którą czyta się jednym tchem. Z intrygująco skonstruowaną fabułą, stosunkowo wartką akcją oraz licznymi wątkami. Kolejne wydarzenia następują rytmicznie, dokładając nowych elementów układanki. Bohaterowie są to liczne postacie, ale o stosunkowo płytko zarysowanej przeszłości, charakterach i psychice. Papierowi. Irytujący swoją naiwnością i banalnością.

Jest też kilka wątków nie dokończonych, niepotrzebnych, plączących się pod dłońmi przekładającymi kartki. Klimat mroczny, ale pozbawiony głębi emocjonalnej. Spłycony i dopasowany do wykreowanych bohaterów. Napięcie wyczuwalne, rosnące, przeplatane ze zwyczajną codziennością. Historia napisana zręcznie, podtrzymująca zainteresowanie, zakończona z wielką pompą. Kompletnie zaskakującą.

"Echo winy" to opowieść dotykająca delikatnych, wrażliwych spraw. Szkicuje i zarysowuje ważne problemy, kieruje uwagę na istotne aspekty, o których na co dzień się zapomina. Nie epatuje brutalnością, przemocą ani emocjami, bo nie ma tej emocjonalnej głębi szarpiącej duszę. Choć z drugiej strony emocji jest tu nadmiar. Wylewają się z bohaterów, skapują ze stron, wypływają z liter. I odpływają gdzieś hen daleko, zapominając dotknąć duszę czytelnika. Opowieść, która przepływa obok. Ambiwalentna.



Opis książki:
W pobliżu skalistej wyspy Skye tonie jacht niemieckiego małżeństwa, Livii i Nathana Moore. Rozbitkowie uchodzą z życiem, ale tracą cały dobytek. Ocalałym z katastrofy oferują gościnę angielski bankier Frederic Quentin i jego żona Virginia, zabierając gości do małego miasteczka w Norfolk, na skraju którego mają posiadłość. Wraz z pojawieniem się tajemniczej pary cudzoziemców z miasteczka zaczynają nagle znikać małe dziewczynki, które policja odnajduje po czasie martwe i zgwałcone. Na mieszkańców pada strach. Ale do Virginii, matki kilkuletniej dziewczynki, wydaje się nie docierać groza sytuacji i niebezpieczeństwo czyhające na jej córeczkę. Całą jej uwagę pochłania Nathan, którym jest coraz to bardziej zafascynowana..

Klucznik (coś czerwonego, kropka)
Pod hasłem - 7 zmysłów


Moja ocena 4 /6

poniedziałek, 9 marca 2015

Małgorzata Anna Jędrzejewska - "Marzenia nie bolą"




Uwielbiam marzyć! Błądzić myślami po moich wyobrażaniach. I czuć, że są już moim życiem. Bo wtedy one się spełniają. Nie potrafiłabym funkcjonować bez swoich marzeń. Są one częścią mnie. I, dlatego uwielbiam marzyć.

"Marzenia nie bolą" to fantastyczna, dobrze skrojona i dopasowana powieść. Historia z krwi i kości, tak prawdziwa i możliwa, a przy tym bardzo zwyczajna i bliska. Fabuła nie jest zbyt skomplikowana, ale też nie jest banalna czy oklepana. Akcja toczy się rytmicznie, spokojnie i łagodnie, chociaż gdzieś tam snuje się wątek kryminalny. Język opowieści jest zgrabny, przyjemny w odbiorze i taki polski. Ale tym co stanowi trzon tej książki są bohaterowie. Postacie są bardzo wyraziste i bardzo różnią się od siebie. Każdy ma inny charakter, inną przeszłość i teraźniejszość. Każdy ma swój kształt. Kalejdoskop.

"Marzenia nie bolą" to wypełniona marzeniami, ciepłem i optymizmem opowieść o zwyczajnych kobietach. Ale takich, które marzyły. I te marzenia spełniały. Może nie metodą czarodziejskiej różdżki, ale swoimi własnymi siłami. To taka właśnie babska powieść o prawdziwym, zwyczajnym życiu, które możemy zaczarować. Historia, która otula niczym ciepły pled. Jest kojąca.




Opis książki:
Że trzeba marzyć, o tym Ludmiła jest przekonana. Namawia przyjaciółki do stworzenia „marzenników”. Pora jest bardziej niż odpowiednia, bo dzieje się to przy pełni księżyca, w wieczór jej urodzin. Każda z kobiet ma swoje pragnienia i tęsknoty. A sama Ludmiła? Powoli zaczyna do niej docierać, że ma dość samotności. Niespodziewanie dowiaduje się, że jej zmarły mąż nie był tak kryształowy, jak się wydawało. Wokół niej, jej rodziny i przyjaciół zaczynają się kręcić dziwni osobnicy, którzy chcą wyglądać jak mafiosi, w końcu pojawia się także nieboszczyk…

Klucznik (coś czerwonego, kropka)

Moja ocena 4.5 /6


czwartek, 5 marca 2015

Camilla Läckberg - "Kaznodzieja"




                                    Nie ma nic gorszego od samotności we dwoje.


Kryminał jest dobry na wszystko. Na zaglutany nos, na zasmarkane chusteczki, na podwyższoną temperaturę, na ból gardła i na ciągłą senność również, bo tak idealnie wpada za łóżko. Kryminał, to lektura na różne takie bolączki. A już zwłaszcza taki kryminał!

"Kaznodzieja" to historia, która niepokoi, goni mróweczki pod skórą i sprawia, że nie można przestać o niej myśleć. Nie pozwala odłożyć się na półkę i czekać, oj nie. Ona żąda tego, by ją czytać! By odkrywać maleńkie puzzle i je do siebie mozolnie dopasowywać. By szukać drobnych podpowiedzi, by próbować rozwikłać zagadkę i przestać błąkać po tych rozsianych fałszywych tropach. To opowieść, która wciąga w swój świat.

"Kaznodzieja" to w równych proporcjach powieść kryminalna i obyczajowa. Wzajemnie przeplatające się wątki są doskonale wyważone i stanowią wzajemne uzupełnienie. Ponadto znalazło się tutaj też miejsce na odrobinkę dobrego humoru, który wywoływał u mnie salwy śmiechu. Klimat powieści jest doskonały. Z jednej strony przerażający, niespokojny, niepewny z drugiej taki zwyczajny, codzienny, naturalny. Przenikający do świata rzeczywistego. I tak jak mówiłam. To kryminał dobry na wszystko.


Opis książki:
Akcja Kaznodziei, drugiej powieści bestsellerowego cyklu Camilli Läckberg, również rozgrywa się we Fjällbace, niewielkiej, malowniczo położonej miejscowości na zachodnim wybrzeżu Szwecji. Patrik Hedström i jego koledzy z komisariatu w Tanumshede stają przed skomplikowaną zagadką. Próbują odkryć, jaki związek może mieć morderstwo młodej kobiety, której zwłoki odnaleziono w Wąwozie Królewskim, ze sprawą zaginięcia dwóch dziewczyn przed dwudziestu pięciu laty. Prawda okazuje się okrutniejsza, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać…


Moja ocena 4.5 /6




niedziela, 1 marca 2015

Rolf Börjlind, Cilla Börjlind - "Trzeci głos"






Patchworkowa opowieść, zbudowana z maleńkich fragmentów, które początkowo nijak do siebie nie pasują. By na koniec stworzyć jeden, konkretny i wyraźny wzór. Ale tym razem brakuje elementu zaskoczenia, kipiących emocji i mróweczek biegających pod skórą. I tego westchnienia, kiedy zamykam książkę. Wszystko to, co jest koniecznie do dobrego kryminału jest wykorzystane. Ale brakuje czegoś takiego delikatnego, ale istotnego. Dlatego ta opowieść nie podbiła mojego serca. Wprawiła je w delikatne drżenie, ale na tyle, bym czuła się usatysfakcjonowana lekturą. 

Bohaterowie to niby te same osoby, ale zupełnie inne. Ukształtowane przez wydarzenia ze swojej przeszłości, taszczące ze sobą swoje walizeczki błędnych decyzji, niedopowiedzianych historii i niedokończonych emocji. Dojrzalsi i wielowymiarowi. Bliscy.

"Trzeci głos" to bardzo dobry kryminał. Najważniejszy jest rozbudowany wątek kryminalny. To wokół niego snują się inne wątki obyczajowe, pozostając zwykle w cieniu. Tor tej historii jest jeden, najważniejszy - rozwiązać zagadkę. Lubię tak. Lubię, kiedy pomysł na historię jest jasny, kiedy dostaję przejrzystą i skonkretyzowaną opowieść, kiedy skupiam się na jednym, ale solidnym wątku. Który mnie oplata, zajmuje moje myśli, nurkuje w moje emocje i szuka rozwiązania zagadki. Tak jak tutaj. Bo to jest właśnie taka książka. Kryminał.





Opis książki:
W podmiejskim parku w Marsylii ryjące tam dziki wykopują z ziemi poćwiartowane ciało kobiety. Policja ustala, że ofiara przed laty pracowała w cyrku jako żywa tarcza dla rzucającego nożami. Wiadomość o okrutnym morderstwie okazuje się wstrząsem dla Abbasa el Fassi, bliskiego przyjaciela byłego policjanta Toma Stiltona. Postanawiają wspólnie wyjaśnić to morderstwo.
W tym samym czasie w podsztokholmskiej miejscowości Rotebro policja bada sprawę samobójczej śmierci Bengta Shlmana, który powiesił się we własnym domu. Szybko ustala, że w istocie chodzi o zabójstwo, które może mieć związek z kradzieżą partii narkotyków z magazynów urzędu celnego. Śledztwo w tej sprawie prowadzi pani komisarz Mette Olsäter z międzynarodowego zespołu prowadzącego operację przeciwko handlowi narkotyków w internecie.
Początkująca policjantka Olivia Rönning, znajoma rodziny Sahlmanów, idzie innym tropem, który nieoczekiwanie łączy się z ustaleniami poczynionymi w Marsylii przez Stiltona i Abbasa el Fassi. Stilton i Rönning łączą siły, aby rozwiązać obie sprawy.

Klucznik (więcej niż jeden autor, polskie wydanie w 2014 roku)
Moja ocena 4/6