środa, 27 maja 2015

Mirosława Kareta - "Kolorowe szkiełka"



Z życiem jest tak samo jak z witrażem. Każda chwila to takie kolorowe szkiełko. Zielone, czerwone, żółte, niebieskie albo czarne... Sama w sobie nic nie znaczy, ot, trochę wrażeń, emocji... Ale wszystkie one razem, złożone w jedną całość, nabierają sensu i tworzą obraz... Każdy człowiek tworzy obraz swojego życia z takich krótkich, kolorowych chwil... Składa je w jakąś całość... Tylko od niego zależy, jaki będzie ostateczny kształt!

Szczęście. Proste, czasem banalne pragnienie niemal każdego z nas. Poszukiwane. Nie znajdowane. Szczęście - chowaniec. Bo każdy nosi je w swojej kieszonce. I tak rzadko do niej zagląda.

"Kolorowe szkiełka" to refleksyjna i ciepła opowieść otulająca niczym gruby pled. Historia opowiedziana w bardzo naturalny sposób. Wypełniona po brzegi zwyczajnością i prostotą. Taką dobrze znaną, która nie uwiera i nie nuży. A, którą odnajduje się tuż obok, w codziennym życiu. Fabuła spójna, dotykająca ważnych spraw, doskonale skrojona w swojej dopasowanej sukience wije się pośród codziennych zdarzeń. Bohaterowie to zwyczajni ludzie. Dźwigający swoje walizeczki przeszłości i doświadczeń, wypełnione dawnymi zdarzeniami i nie zawsze dobrymi myślami. Wielowymiarowi, wypełnieni kolorami, zbudowani z maleńkich szkiełek osobowości próbują dopasować się do życia, wplatając w nie swoje wzory. To historia z niełatwym zakończeniem. Szczęśliwym? Chyba tak.

"Kolorowe szkiełka" to cudowna powieść, która uwodzi. O ludziach, podejmowaniu decyzji i ich konsekwencjach. O kolorach miłości. I o tym, że każdego dnia mamy wybór kredek do malowania swojego witraża życia. Mądra.



Opis książki:
W mglisty listopadowy wieczór Marta, mieszkanka krakowskiego Kazimierza, spotyka po drodze do domu sześcioletniego chłopca, Adriana. Jedyne, co go interesuje, to niesiony przez nią pakunek z pączkami...
Właśnie tego dnia Marta wyłączy na chwilę nieoceniony mechanizm obronny, zwany zdrowym rozsądkiem, i podąży za głosem serca. Ktoś postronny mógłby to nazwać szaleństwem. A jednak...
Przypadkowe spotkanie dorosłej kobiety i dziecka może postawić dom na głowie, zniszczyć jedną miłość i wskrzesić inną, przepędzić demony z przeszłości. Obudzić odwagę, dać wolę walki i radość życia. Ale też wpędzić człowieka w czarną rozpacz…
Żeby się o tym dowiedzieć, trzeba jednak podjąć ryzyko.
Klucznik (coś białego)
Czytam opasłe tomiska - 423 strony
Pod hasłem - litera przodowniczka - K
Polacy nie gęsi

Moja ocena 5/6

2 komentarze:

  1. Lubię twoje recenzje. Piękne i kolejny raz mnie zachęcasz do książki :)
    Moje-ukochane-czytadelka

    OdpowiedzUsuń